Z filmami o iluzji i iluzjonistach mam jeden zasadniczy problem -
wsiąkam. Wystarczy zamachać mi przed nosem talią kart, a potem
sprawić, żeby kilka kart zniknęło i jestem jak berbeć obdarowany
paczką cukierków. Bezbronność całkowita, poddanie bezwarunkowe.
No ale zakłam (z pewną dawką optymizmu), że każdy ma jakąś
słabość, a bywają gorsze niż ta do iluzji.
Film, w którym Jesse Eisenberg jest pociągający, musi być filmem magicznym.
Now You See Me (odmawiam
używania polskiego tytułu) to film w którym dzieje się dużo,
szybko, widowiskowo, a w dodatku od czasu do czasu akcja się zwraca.
Od razu poznajemy wszystkie dramatis personae, żebyśmy już
na wstępie nie mieli problemu kto zacz i co tu właściwie robi i
mogli bez przeszkód oraz zbędnych pytań radować się fabularnymi
wygibasami - a tych jest nieco. W jednym narożniku mamy więc grupę
iluzjonistów postanawiających obrobić bank, a następnie rozdać
pieniądze swojej publiczności. Chwyt pod względem marketingowym
jest nader udany - wiele osób zaczyna się magikami interesować,
najbardziej zaś FBI w osobie agenta Rodesa (Mark Ruffalo) i Interpol
w osobie pani agent, której imię chyba w filmie w ogóle nie pada
(za to gra ją śliczna Mélanie Laurent, więc brak imienia można
chyba wybaczyć). Jak łatwo przewidzieć dynamikę filmu nakręcają
przede wszystkim efektowne zmagania Agenci vs. Magicy.
Kiedy oglądałam Now You See Me, przęśladowało mnie nieznośne wrażenie, że reżyser strzelił sobie w stopę stawiając na grupę magików, a nie na solistę lub duet, trudno ukryć, że z grupą nieznanych wcześniej bohaterów trudno się zżyć i jakoś szczególnie przejć ich losem - szczególnie, jeśli głónych bohaterów jest de dacto jeszcze więcej i do końca sam widz nie wie komu powinien właściwie kibicować. To zagranie ma sensu w kontekście poza dramatycznym. No bo jakby się przyznać naszej Czwórce Jeźdzców, to możnaby zarysować dość klarowny podział ról.
J. Daniel Atlas (Jesse Eisenberg) to osoba o patologicznej
potrzebie kontroli, naturalnie wchodząca w rolę lidera.
Henley Reeves (Isla Fisher) – poznajemy ją jako magiczkę w
błyszczącym kostiumie kompielowym, byłą asystentkę i
byłą dziewczynę Atlasa, która jednak cały czas czuje do niego
miętę, która próbuje wzbudzić zazdrość, która flirtuje z
Merritem...Jednym słowem pani od wyglądaniu i bycia pożądaną.
Merritt McKinney – Mentalista, czyli pan, który
hipnotyzuje, czyta ludzi i wyciąga z nich różne kłopotliwe
sekrety.
Jack Wilder – Wyciąga raczej z kieszeni i to dobra
materialne, nie gardzi też szlachetną sztuką otwierania zamków.
Wolność, ciało, umysł, dobra materialne. Razem
tworzą mieszankę uroczą, która chyba jednak powinna nas nieco
przerażać. Każdy z drogich naszych drogich jeźdźców z osobna
nam jest w stanie zabrać coś czego raczej byśmy się lekkomyślnie
z własnej woli nie zrzekali. Prawda? (podpowiedź: nieprawda)
Ale nie martwmy się! Nasi drodzy jeźdźcy swoich
„mocy” używają tylko w słusznym celu, nie nadużywają do
celów zdrożnych, pozbawienie wolności to tylko zabawa, gra, nie ma
się czego obawiać.
ps. Teoria robocza: nic nie motywuje tak do napisania wpisu, jak opublikowanie złego wpisu - trzeba go czymś przykryć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz